Wpisy archiwalne w miesiącu
Sierpień, 2011
Dystans całkowity: | 457.10 km (w terenie 37.00 km; 8.09%) |
Czas w ruchu: | 20:32 |
Średnia prędkość: | 22.26 km/h |
Maksymalna prędkość: | 55.50 km/h |
Suma podjazdów: | 2120 m |
Suma kalorii: | 7450 kcal |
Liczba aktywności: | 8 |
Średnio na aktywność: | 57.14 km i 2h 34m |
Więcej statystyk |
Poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki dalsze
Imbramowice - Dolina Prądnika
Korzystając z niespodziewanego urlopu i z nieoczekiwanego zezwolenia na start z zespołu, wyruszam w trasę, która mniej więcej była planowana na weekend.
Jedna z niewielu atrakcji w Zerwanej.

Pierwsza część trasy prowadziła wzdłuż (a czasem w poprzek) rzeki Dłubnia. W tym miejscu przekraczałem ją piąty raz tego dnia.

Pojawia się w końcu wyznacznik połowy dystansu:

Brama klasztoru. Nadal nie wiem jaki związek (jeśli w ogóle) ma klasztor lub same Imbramowice z kultowym placem imbramowskim w Krakowie :)

Rok temu pod tym murem stał inny rower...

Po 3/4 sezonu szarpania się z mapami Googla, mapami Zumi, padającą baterią i brakiem zasięgu w komórce wniosek jest taki, że taka mapa jest najlepsza :) (a także mapnik z linek hamulcowych też jest niczego sobie)

W Imbramowicach jeszcze tylko fota przydrożnej kapliczki.

Za Imbramowicami kieruję się w stronę Doliny Prądnika. Po drodze piękne okoliczności przyrody.



Zbliżając się do Doliny Prądnika musiałem dopiero wymyśleć konkretną drogę. Padło na Dolinę Zachwytu, która miała mnie wyprowadzić (i wyprowadziła) pomiędzy Ojcowem a Pieskową Skałą. Zapewne też miała mnie wprowadzić w zachwyt..

Zachwycać się nie bardzo było czym. Może tylko tym, że łąka już skoszona, gdyż innej drogi jak przez łąkę tam nie było, a przecież to niby szlak rowerowy.

Już po wydostaniu się na szosę w stronę Ojcowa, parę fotek obiektów skrupulatnie pomijanych dotychczas podczas wycieczek.




Śledzik bez wielkich wtop.
Jedna z niewielu atrakcji w Zerwanej.

Stara apteka w Zerwanej© pankracy
Pierwsza część trasy prowadziła wzdłuż (a czasem w poprzek) rzeki Dłubnia. W tym miejscu przekraczałem ją piąty raz tego dnia.

Rzeka Dłubnia© pankracy
Pojawia się w końcu wyznacznik połowy dystansu:

Klasztor w Imbramowicach© pankracy
Brama klasztoru. Nadal nie wiem jaki związek (jeśli w ogóle) ma klasztor lub same Imbramowice z kultowym placem imbramowskim w Krakowie :)

Brama klasztoru© pankracy
Rok temu pod tym murem stał inny rower...

Mur klasztoru© pankracy
Po 3/4 sezonu szarpania się z mapami Googla, mapami Zumi, padającą baterią i brakiem zasięgu w komórce wniosek jest taki, że taka mapa jest najlepsza :) (a także mapnik z linek hamulcowych też jest niczego sobie)

Roweru pod murem© pankracy
W Imbramowicach jeszcze tylko fota przydrożnej kapliczki.

Kaplicza w Imbramowicach© pankracy
Za Imbramowicami kieruję się w stronę Doliny Prądnika. Po drodze piękne okoliczności przyrody.

Okolice Imbramowic© pankracy

Widoki za Imbramowicami© pankracy

Skały pod Imbramowicami© pankracy
Zbliżając się do Doliny Prądnika musiałem dopiero wymyśleć konkretną drogę. Padło na Dolinę Zachwytu, która miała mnie wyprowadzić (i wyprowadziła) pomiędzy Ojcowem a Pieskową Skałą. Zapewne też miała mnie wprowadzić w zachwyt..

Skały w Dolinie Zachwytu© pankracy
Zachwycać się nie bardzo było czym. Może tylko tym, że łąka już skoszona, gdyż innej drogi jak przez łąkę tam nie było, a przecież to niby szlak rowerowy.

W Dolinie Zachwytu© pankracy
Już po wydostaniu się na szosę w stronę Ojcowa, parę fotek obiektów skrupulatnie pomijanych dotychczas podczas wycieczek.

Skały Wdowie© pankracy

Zamek Ojców© pankracy

Skały Panieńskie© pankracy

Góra Koronna© pankracy
Śledzik bez wielkich wtop.
- DST 73.10km
- Teren 2.00km
- Czas 03:01
- VAVG 24.23km/h
- VMAX 49.40km/h
- Temperatura 23.0°C
- Kalorie 1100kcal
- Podjazdy 410m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki bliższe
Masłomiąca
Dzwonnica kościoła w Raciborowicach. Kościół wzniesiony w XV wieku przez Jana Długosza.. i tak dalej..

Kierownica roweru w Raciborowicach. Kierownica prawdopodobnie jest przekrzywiona, na szczęście sezon się kończy.. itd..

Oznaczenia szlaków w Raciborowicach. Jeden z nich to zapewne szlak kościuszkowski. Tadeusz Kościuszko złożył przysięgę na rynku w Krakowie 24 marca 1794 roku.. itd, itp...


Dzwonnica w Raciborowicach© pankracy
Kierownica roweru w Raciborowicach. Kierownica prawdopodobnie jest przekrzywiona, na szczęście sezon się kończy.. itd..

Niewiadomo co i po co© pankracy
Oznaczenia szlaków w Raciborowicach. Jeden z nich to zapewne szlak kościuszkowski. Tadeusz Kościuszko złożył przysięgę na rynku w Krakowie 24 marca 1794 roku.. itd, itp...

Oznaczenia szlaków w Raciborowicach© pankracy
- DST 29.00km
- Czas 01:05
- VAVG 26.77km/h
- VMAX 55.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 400kcal
- Podjazdy 100m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 21 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki dalsze, zamki
Jura i Orle Gniazda
Po całych 4 godzinach snu pobudka bladym świtem. W planie mamy odwiedzić trzy Orle Gniazda: w Bobolicach, Mirowie i Olsztynie. Najpierw dojeżdżamy z Kubą profesjonalnie zapakowanym autem w rejon północnej Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Zostawiamy auto pod okiem Opatrzności na parkingu kościelnym w Kroczycach.

Na początek witają nas piaszczyste leśne drogi, na dodatek pod górkę. Z drugiej strony był to dobry odcinek na rozgrzewkę, gdyż ponieważ temperatura wynosiła wówczas 9 stopni. Oprócz piachu pojawiały się i takie niespodzianki:

W miarę szybko zjawiamy się w Boblicach.


Zamek, jak widać, został odnowiony przez prywatnego właściciela i prezentuje się naprawdę wspaniale. Jego stan przed rekonstrukcją był podobny do obecnego stanu większości pozostałych Orlich Gniazd

Chciałbym dożyć czasów, gdy będziemy mieć więcej takich rekonstrukcji :)


W sąsiednim Mirowie ruiny kolejnego zamku:


Wokół zamku mirowskiego jest trochę więcej miejsca na focenie niż w Boblicach. Podobno oba zamki połączone były tunelem (w linii prostej dzieli je może trochę ponad jeden kilometr)


Drugie śniadanie - jeszcze raczej niezasłużone.

Kierujemy się w stronę Olsztyna. Robienie zdjęć zajmuje nam dużo czasu, a przecież jak zwykle chcę wrócić w południe do domu ;) Odfajkowuję glebowanie w miękkim piasku przy zerowej prędkości i mam to z głowy, inni (jak sie potem okazuje) wolą miejskie krawężniki.

Wyjeżdżamy z lasu, szybka fota tablicy pamiątkowej, ale ignorujemy już inne atrakcje po drodze do Olsztyna i trzymamy się asfaltu.

Trzymanie się asfaltu idzie nam tak dobrze, że pod olsztyński zamek zajeżdżamy drogą krajową nr 46.

Dostajemy rabat na wejściówki i zaczynamy zwiedzanie.

Widoki z ruin nawet niezłe.

Zamek ten musiał być dość imponującą budowlą w czasach swojej świetności.



Księżyc towarzyszy nam przez cały dzień.


No i na koniec coś dla sprzęciarzy. Tak się teraz naprawia siodełka.

Podsumowując: leśne szlaki rowerowe, które tu przejechaliśmy były miejscami gorsze niż niejeden szlak pieszy, na dodatek często słabo oznaczone. Natomiast samych atrakcji jest w tych stronach co niemiara.
Na koniec śledzik gps:

Profesjonalne pakowanie (by Kuba)© pankracy
Na początek witają nas piaszczyste leśne drogi, na dodatek pod górkę. Z drugiej strony był to dobry odcinek na rozgrzewkę, gdyż ponieważ temperatura wynosiła wówczas 9 stopni. Oprócz piachu pojawiały się i takie niespodzianki:

Kłody rzucane pod nogi© pankracy
W miarę szybko zjawiamy się w Boblicach.

Zamek w Bobolicach o poranku© pankracy

Okoliczności przyrody w Boblicach© pankracy
Zamek, jak widać, został odnowiony przez prywatnego właściciela i prezentuje się naprawdę wspaniale. Jego stan przed rekonstrukcją był podobny do obecnego stanu większości pozostałych Orlich Gniazd

Rekonstrukcja zamku w Boblicach© pankracy
Chciałbym dożyć czasów, gdy będziemy mieć więcej takich rekonstrukcji :)

Zamek w Bobolicach o poranku© pankracy

Zamek w Bobolicach w zbliżeniu© pankracy
W sąsiednim Mirowie ruiny kolejnego zamku:

Ruiny zamku w Mirowie© pankracy

Ruiny zamku w Mirowie od wschodu© pankracy
Wokół zamku mirowskiego jest trochę więcej miejsca na focenie niż w Boblicach. Podobno oba zamki połączone były tunelem (w linii prostej dzieli je może trochę ponad jeden kilometr)

Szerszy widok na zamek© pankracy

Okolice zamku w Mirowie© pankracy
Drugie śniadanie - jeszcze raczej niezasłużone.

Kanapka (by Kuba)© pankracy
Kierujemy się w stronę Olsztyna. Robienie zdjęć zajmuje nam dużo czasu, a przecież jak zwykle chcę wrócić w południe do domu ;) Odfajkowuję glebowanie w miękkim piasku przy zerowej prędkości i mam to z głowy, inni (jak sie potem okazuje) wolą miejskie krawężniki.

Walka z piaskiem (by Kuba)© pankracy
Wyjeżdżamy z lasu, szybka fota tablicy pamiątkowej, ale ignorujemy już inne atrakcje po drodze do Olsztyna i trzymamy się asfaltu.

Miejsce pamięci w lasach Jury© pankracy
Trzymanie się asfaltu idzie nam tak dobrze, że pod olsztyński zamek zajeżdżamy drogą krajową nr 46.

Zamek w Olsztynie od strony północnej (by Kuba)© pankracy
Dostajemy rabat na wejściówki i zaczynamy zwiedzanie.

Zamek w Olsztynie© pankracy
Widoki z ruin nawet niezłe.

Olsztyn i Częstochowa© pankracy
Zamek ten musiał być dość imponującą budowlą w czasach swojej świetności.

Na zamku Olsztyn© pankracy

Widok na basztę© pankracy

Łagodne zbocze wzgórza zamkowego© pankracy
Księżyc towarzyszy nam przez cały dzień.

Księżyc nad ruinami zamku w Olsztynie© pankracy

Widok ze wzgórza© pankracy
No i na koniec coś dla sprzęciarzy. Tak się teraz naprawia siodełka.

Jeszcze jeździ© pankracy
Podsumowując: leśne szlaki rowerowe, które tu przejechaliśmy były miejscami gorsze niż niejeden szlak pieszy, na dodatek często słabo oznaczone. Natomiast samych atrakcji jest w tych stronach co niemiara.
Na koniec śledzik gps:
- DST 80.20km
- Teren 5.00km
- Czas 03:54
- VAVG 20.56km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 23.0°C
- Kalorie 1200kcal
- Podjazdy 610m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 18 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki bliższe
Las Wolski
W terenie jak zwykle szał.
- DST 35.40km
- Teren 6.00km
- Czas 01:44
- VAVG 20.42km/h
- VMAX 38.40km/h
- Temperatura 23.0°C
- Kalorie 700kcal
- Podjazdy 170m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 sierpnia 2011
Kategoria u mamy, wycieczki dalsze
Porytowe Wzgórze
Wraz z kolegą Raji'm udało się w końcu zrealizować wypad do Porytowego Wzgórza - miejsca największej bitwy partyzanckiej na polskich terenach podczas II wojny światowej.

Miejsce to znajduje się w sercu Lasów Janowskich, świetnie nadających się do przemierzania rowerem. Większość trasy odbywamy Szlakiem Walk Partyzanckich.
Jedyna atrakcja w drodze na miejsce zbiórki:

Jedno z wielu partyzanckich miejsc pamięci w Lasach Janowskich.

Dalej szlakiem wśród stawów.


I znowu niebieski szlak

W Szklarni hodowla koników biłgorasjkich :)

Jak potoczyła się bitwa...

Pomnik wzniesiono w 1974, a więc można się domyśleć, że nie walczyła tu AK, ale Armia Ludowa ramię w ramię z braćmi Sowietami..


Mogiły partyzantów, na lewo od pomnika nasi, na prawo ruskie. Nie wiadomo gdzie Niemcy.

Tak tak, ten z bikiem to niestety ja.

Opuszczając Porytowe Wzgórze przekraczamy Branew. Most w nieco opłakanym stanie, ale udało się.


W Momotach Górnych napotykamy kolejne miejsce związane z drugą wojną, ale tym razem z kampanią wrześniową.


W Momotach Grn. stoi też taki dość ładny kościółek.

Leśna droga z Momotów do drogi krajowej 19 miała wg map zawierać 500m trudnego terenu. Ja nadal się upieram, że było 0,5 km terenu łatwego.

O jedną kałużę za daleko. Najpierw złapałem trochę błota, potem poprawiłem piachem. Efekt był taki, że nie dało się wypiąć z pedałów (wypinałem się na leżąco :) )

Z czasem już mnie irytowały takie piaszczyste drogi:

Dębowiec nie jest kochany - to dwie miejscowości.

Generalnie trasa jak i całe Lasy Janowskie są godne polecenia.
Co do nawigacji, to obyło się bez większych wtop, głównie dzięki papierowym mapom, które wieźliśmy ze sobą.

Porytowe Wzgórze© pankracy
Miejsce to znajduje się w sercu Lasów Janowskich, świetnie nadających się do przemierzania rowerem. Większość trasy odbywamy Szlakiem Walk Partyzanckich.
Jedyna atrakcja w drodze na miejsce zbiórki:

Kopalnia piasku w żabnie© pankracy
Jedno z wielu partyzanckich miejsc pamięci w Lasach Janowskich.

Pomnik partyzancki w Janikach© pankracy
Dalej szlakiem wśród stawów.

Stawy za Janikami© pankracy

Stawy w Lasach Janowskich© pankracy
I znowu niebieski szlak

Szlak w Lasach Janowskich© pankracy
W Szklarni hodowla koników biłgorasjkich :)

Koniki biłgorajskie© pankracy
Jak potoczyła się bitwa...

O co chodzi© pankracy
Pomnik wzniesiono w 1974, a więc można się domyśleć, że nie walczyła tu AK, ale Armia Ludowa ramię w ramię z braćmi Sowietami..

Pomnik w całej okazałości© pankracy

Pomnik na Porytowym Wzgórzu© pankracy
Mogiły partyzantów, na lewo od pomnika nasi, na prawo ruskie. Nie wiadomo gdzie Niemcy.

Mogiły partyzantów© pankracy
Tak tak, ten z bikiem to niestety ja.

Sweet focia© pankracy
Opuszczając Porytowe Wzgórze przekraczamy Branew. Most w nieco opłakanym stanie, ale udało się.

Sfatygowany mostek© pankracy

Sfatygowany na maxa© pankracy
W Momotach Górnych napotykamy kolejne miejsce związane z drugą wojną, ale tym razem z kampanią wrześniową.

Historia grupy płk Zieleniewskiego© pankracy

Pomnik grupy Zieleniewskiego© pankracy
W Momotach Grn. stoi też taki dość ładny kościółek.

Kościół w Momotach Górnych© pankracy
Leśna droga z Momotów do drogi krajowej 19 miała wg map zawierać 500m trudnego terenu. Ja nadal się upieram, że było 0,5 km terenu łatwego.

Przeprawa przez zalaną drogę© pankracy
O jedną kałużę za daleko. Najpierw złapałem trochę błota, potem poprawiłem piachem. Efekt był taki, że nie dało się wypiąć z pedałów (wypinałem się na leżąco :) )

Brudas© pankracy
Z czasem już mnie irytowały takie piaszczyste drogi:

Piaski Lasów Janowskich© pankracy
Dębowiec nie jest kochany - to dwie miejscowości.

Gdzieś w lasach© pankracy
Generalnie trasa jak i całe Lasy Janowskie są godne polecenia.
Co do nawigacji, to obyło się bez większych wtop, głównie dzięki papierowym mapom, które wieźliśmy ze sobą.
- DST 110.00km
- Teren 15.00km
- Czas 05:09
- VAVG 21.36km/h
- VMAX 32.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 2000kcal
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki bliższe
Kopiec Piłsudskiego
Wstyd przyznać, w Lasku Wolskim na rowerze byłem pierwszy raz. Miejscami tłoczno, ale widoki z kopca niezłe. Niestety pompka M.I.A., zapewne gdzieś na wale przy ujściu Sanki (proszę nie pytać co tam robiłem, stosowny komentarz obok mapki GPS).
Na szczycie kopca.

U stóp kopca są całkiem przyjemne tereny zielone, na pewno ciekawiej niż pod Kopcem Kościuszki.

Kultowe dla niektórych osób miejsce.

Takie tam, widoki z kopca.



Patriotycznie:

No i w drodze na kopiec: wymówka dla crossa, niebieski szlak spod kopca Kościuszki.

I znowu facepalm.
Na szczycie kopca.

Na Kopcu Piłsudskiego© pankracy
U stóp kopca są całkiem przyjemne tereny zielone, na pewno ciekawiej niż pod Kopcem Kościuszki.

Pod kopcem© pankracy
Kultowe dla niektórych osób miejsce.

Widok na Kryspinów© pankracy
Takie tam, widoki z kopca.

Krakowskie drapacze chmur© pankracy

Balon© pankracy

Krowodrza, Prądnik Biały mniej więcej© pankracy
Patriotycznie:

Kopiec Piłsudskiego© pankracy
No i w drodze na kopiec: wymówka dla crossa, niebieski szlak spod kopca Kościuszki.

Niebieski szlak w Lasku Wolskim© pankracy
I znowu facepalm.
- DST 43.40km
- Teren 4.00km
- Czas 02:04
- VAVG 21.00km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 700kcal
- Podjazdy 250m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki bliższe, dolinki
Ojców przykombinowany - Skała
Miał być prosty zjazd niebieskim szlakiem w dół do doliny. Wyszło jak zwykle :)
Człowiek nawet nie wie jaką ma bujną wyobraźnię. Poniżej domniemany szlak. Po chwili łatwiej było jechać polem.

Ale za to widoki w miarę. To pewnie będzie Kraków.

Po przejechaniu łąki, pola żyta i pszenicy (dobrze, że już żniwa ), kierując się po śladach wygniecionej przez traktory i zające trawy, wpadam na drogę:

Dziki szał.
I dalej w dół.


Dolina Prądnika. Koniec błota, koniec bumelowania. Robię foty różnym rzeczom, których zwykle się nie zauważa, ale co drugie zdjęcie rozmazane. Trzeba pewnie kupić albo statyw, albo pulsometr :)


Tia, księżyc wschodzi a ja nawet nie w połowie drogi.

Nom, a po analizie śladu oczywiście facepalm.
Człowiek nawet nie wie jaką ma bujną wyobraźnię. Poniżej domniemany szlak. Po chwili łatwiej było jechać polem.

Niebieski szlak to to jednak nie był© pankracy
Ale za to widoki w miarę. To pewnie będzie Kraków.

Kraków z wina© pankracy
Po przejechaniu łąki, pola żyta i pszenicy (dobrze, że już żniwa ), kierując się po śladach wygniecionej przez traktory i zające trawy, wpadam na drogę:

Niby szlak© pankracy
Dziki szał.
I dalej w dół.

Niebieski szlak do Prądnika Kierzkowskiego© pankracy

Trochę błotko© pankracy
Dolina Prądnika. Koniec błota, koniec bumelowania. Robię foty różnym rzeczom, których zwykle się nie zauważa, ale co drugie zdjęcie rozmazane. Trzeba pewnie kupić albo statyw, albo pulsometr :)

Na rozstaju dróg..© pankracy

W Prądniku Korzkiewskim© pankracy
Tia, księżyc wschodzi a ja nawet nie w połowie drogi.

Księżyc nad doliną© pankracy
Nom, a po analizie śladu oczywiście facepalm.
- DST 47.00km
- Teren 5.00km
- Czas 02:05
- VAVG 22.56km/h
- VMAX 54.50km/h
- Temperatura 17.0°C
- Kalorie 750kcal
- Podjazdy 400m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 sierpnia 2011
Kategoria wycieczki bliższe
Więcławice Stare itp
Jakoś tak trochę sponiewierało.. Do tego sfermentowane Oshee..
- DST 39.00km
- Czas 01:30
- VAVG 26.00km/h
- VMAX 54.90km/h
- Temperatura 22.0°C
- Kalorie 600kcal
- Podjazdy 180m
- Sprzęt Unibike Viper
- Aktywność Jazda na rowerze